czwartek, 22 marca 2012

Kiper: wykształcenie, praktyki, odznaczenia. Odsłona trzecia

Kiper: wykształcenie, praktyki, odznaczenia. Odsłona trzecia

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki


Degustacje win dzielimy na horyzontalną albo poziomą, polegającą na ocenie trunków z tego samego rocznika, lub skupionych wokół tej samej generacji.

Pionowe testowanie zachodzi, gdy kosztuje się po sobie kolejne roczniki tego samego wina. Może też być konkurs „w ciemno”, stanowiący dla wszystkich sędziów dobrą lekcję pokory. Zgaduje się wówczas wszystko: rocznik, markę, rodzaj szczepu, co zawsze niesie ze sobą przypomnienie o magii wina. O tym, że potrafi ono nieraz zaskoczyć. Nawet najwierniejszych swych fanów.

Szczególnie dobre marki określa się mianem vinum theologicum, czyli winem teologicznym. W nazwie kryje się aluzja do średniowiecznej wiedzy mnichów, pozwalających im tworzyć niezwykłe nalewki. Leczące choroby i – choć to wbrew nauce ówczesnego kościoła – niosących wielkie zadowolenie konsumpcyjne.

Degustacje winne można podzielić na oficjalne oraz prywatne, odbywające się we własnym domu, w gronie bliskich osób. Te drugie mają cel czysto rozrywkowy – dobrze jest czasem spotkać, nie tylko nad kuflami z piwem czy przy drinkach z wódką, ale także wokół butelki markowego wina. Ono, jak mawiają eksperci, jest głosem prawdy: in vino veritas

Kiperów cechuje silna wiara, że nawet jeśli kończy się rok wyjątkowo nieurodzajny w dobre szczepy winne, to i tak gdzieś na świecie powstał egzemplarz wyjątkowego, nietuzinowego trunku. Marzenie o jego zdobyciu towarzyszy smakoszom win przez całe dwanaście miesięcy. W okresie karnawału, najczęściej, organizują oni sympozja czy zebrania sędziowskie, sumujące miniony czas testowania.

Ocenom win służą różne tabele – jedną z nich stworzyło koło aromatów, skupione wokół profesorów z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Wyróżniono tam, obowiązujące na całym świecie, grupy aromatów: owocowych, warzywnych, kwiatowych, korzennych, zwierzęcych, drożdżowych, chemicznych, mineralnych, ziemistych, drzewnych, spalenizny (!), słodkich i orzechowych. Bogata ta mieszanka woni potwierdza trud pracy kiperów. Muszą oni świetnie orientować się, która nuta zapachowa jest tą główną, a które aromaty należą do współtowarzyszących.

Testowane gatunki ocenia się, najczęściej, wedle jednej z trzech skali: dziesięcio -, dwudziesto -, stu punktowej. Ogół przyznawanych punktów dzielimy na wygląd, zapach, smak i ogólną jakość. Początkowa pula to 50 możliwych punktów startowych, następnie sam kolor może zebrać do pięciu punktów, aromat – 15, smak – 20, a ogólny poziom – do dziesięciu punkcików. Najwyższą notą, jak w dawnej szkole, jest piątka (90-100 punktów), czwórka (80-89), potem może pojawić się trójka (70-79), a dwója to poniżej 70 punktów klasyfikacji. Wino wybitne może dostać pięć gwiazdek, cztery oznaczają trunek znakomity, trzy – dobry, dwie – przeciętny. Po takich notowaniach, już wiadomo, jak będą wyglądać ceny za najwyżej oceniony alkohol. Wiadomo też, dlaczego warto po niego sięgnąć.

---

T.G.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Domowe winka

Domowe winka

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki


Dziadkowie mawiali, że ze wszystkiego można zrobić wino – trzeba tylko wiedzieć, w jakich proporcjach łączyć składniki i ile czasu poświęcić na fermentację.

Jeśli więc dysponujemy koszem czy wiaderkiem owoców wprost z sadu, zastanówmy się, co jeszcze będzie nam potrzebne przy produkcji tradycyjnej, domowej nalewki. Zaopatrzyć się trzeba w drożdże winne, w pożywkę dla drożdży oraz w wodę. Z niezbędnych sprzętów produkcyjnych wymienić trzeba sokowirówkę, która pomoże nam wycisnąć moszcz (a więc: sok) z owoców, a także butlę, zwaną również balonem – stworzoną specjalnie do wina (objętość 34 l lub więcej), które chcemy uzyskać na drodze fermentacji burzliwej. Przy zwykłym fermentowaniu, wystarczy mniejszy gąsiorek, wyposażony w szklaną rurkę do ściągania wina (standardowa pojemność: 20 l). Dodatkowo, niezbędne są butelki do wina plus korki do tychże butelek oraz szczotki, na długich uchwytach, idealne do mycia butli. Jeśli chcemy nabyć cały osprzęt za jednym zamachem, liczmy się z wydatkiem około 150 zł.

Zwykle, owocami z których udaje się osiągnąć najpyszniejsze wino, są jabłka, wiśnie, porzeczki białe oraz czerwone. Winka jabłkowe, porzeczkowe, a także wiśniowe szybko fermentują i dość łatwo się klarują – stąd wybór tych właśnie darów sadu. Ale nieraz słyszy się o osobach, które stworzyły autorskie smaki win: agrestowe, śliwkowe, czy nawet… arbuzowe!

Grunt, by wybrane przez nas owoce nie były przesadnie soczyste. Dlatego dodatkami do winnej „bazy” mogą stać się: aronia, dereń, głóg, tarnina oraz dzika róża. Twarde owocki tłuczemy na miazgę lub zalewamy wodą z cukrem i kwasem cytrynowym. Wszystko to czynimy w wysokim naczyniu, tak by nie uronić cennego soku. Oczywiście, warto też przed przystąpieniem do tej domowej produkcji, zabezpieczyć plac boju, tj. naszą kuchnię. Zdjąć jasne firanki, schować białe ściereczki i okryć się foliowym fartuchem. Przy tworzeniu wina będzie się bowiem sporo chlapało – na siebie, na boki, na naszych pomocników… A plamy z soku nie zawsze chcą się wywabić.

Są też tacy „mistrzowie gąsiorków”, którzy samodzielnie robią matkę drożdżową, a więc matrycę domowego wina. Oto przepis i na nią („zaprawę przygotowuje się na cztery dni przed obróbką owoców!): wyciśnij nieco soku z jabłek – możesz użyć też świeżo zerwanych wiśni czy porzeczek – ważne, by mieć szklankę pełną takiego właśnie nektaru. Dodaj doń łyżkę cukru i szczyptę, wspomnianej wcześniej, pożywki do drożdży. Gotuj całość 15 minut.

Następnie, ostudź soczek do temperatury pokojowej, dorzuć do niego winne drożdże i przelej wszystko do butelki. Zatkaj ją korkiem z waty oraz odstaw w ciepłe miejsce (temperatura minimalna: 26 C). Niech sobie mikstura poczeka dobę, po której zostanie połączona z przegotowanym i ostudzonym sokiem, z 50 g cukru i z 0,2 g pożywki. Trzeciego – czwartego dnia „leżakowania” ciecz powinna się obficie pienić. To znak, że drożdże nie śpią i pracują. Warto dodać do tej naszej matki garść rodzynek – podkreślimy wtedy smak wina różowego, czerwonego albo białego.

---

T.G.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Domowe naleweczki

Domowe naleweczki

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki


Są smaczne i swojskie. Niektórym przywodzą na myśl czasy, gdy rodzice wraz z dziadkami czy wujostwem, późnym latem, szykowali gromadę słoików z konfiturami, z różnymi winkami i przecierami. Takie zapasy bardzo przydawały się zimą.

Oto posty przepis na własną, domową nalewkę. Potrzebujecie kilogram cukru, litr spirytusu, a do tego - pół litra wódki. W spiżarce poszukajcie słoików typu „twist” oraz butelki o ciemnym szkle.

Naleweczki można przyrządzać na dwa sposoby – owoce najpierw zalewa się spirytusem lub zasypuje cukrem. Następne kroki wyglądają podobnie. Pierwsza receptura: do czystego, trzylitrowego słoja, włóż dojrzałe owoce – muszą być umyte i zdrowe – absolutnie nierobaczywe bądź zgniłe albo – co najgorsze - spleśniałe. Dokładnie przejrzyj więc to, co stanowić ma trzon nalewkowy. Zalej owoce spirytusem i wódką – mają być całkowicie zanurzone w alkoholu. Zakręć bardzo mocno pokrywkę i odstaw w chłodne, zaciemnione miejsce. Na słoiku zapisz, kiedy go zamknięto i jakie owoce są w środku.

Wkrótce powstanie sok. Po sześciu tygodniach wyczekiwania, można zlać spirytus do innego słoja, a owoce zasypać cukrem. Słoik zostanie ponownie szczelnie zamknięty. Będzie leżakował przez kolejne sześć tygodni, ale tym razem, co kilka dni, trzeba nim wstrząsnąć. W ten sposób cukier się rozpuści, tworząc syrop. Po upływie wyznaczonego czasu, ów syropowy kleik zlewamy, mieszając z wcześniej odłożonym spirytusem. Lepiej, żeby syropku było mniej – wtedy nalewka uzyska mniej słodki, mocniej owocowy smak. Stanie się wytrawna.

Z kolei druga receptura polega na włożeniu do lśniącego czystością słoika owoców z cukrem – rozkładać trzeba je warstwowo. Na spodzie lądują owoce, a na wierzchu – cukier. Nakładając każde kolejne piętro, upewniaj się, że masz w ręku niespleśniały egzemplarz wiśni czy porzeczki. Gdy już słoik się napełni, nakryj go kilkoma warstwami gazy, przymocuj ją gumką do szkła, by pod spód nie wchodziły muszki, a jednocześnie, by do środka dostawało się powietrze. Gdy miną dwa tygodnie fermentacji, owoce puszczą sok, a cukier pięknie się rozpuści. Powstały wówczas syrop zlej do garnuszka i zagotuj. Gdy wystygnie, przelewaj do butelek zalewając wszystko spirytusem. Takie zestawy „prenalewkowe” odstawia się do piwniczki na trzy tygodnie. Potem miesza się nalewkę, dodając odrobinę wcześnie uzyskanego syropu. Gotowe! Im mniej słodyczy w nalewce, tym bardziej smakuje ona jak wino wytrawne. I na pewno osnuje nas smakowitym sentymentem, przywodząc na myśl wyroby naszych protoplastów... Pijmy zatem za ich zdrowie!

---

T.G.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Metody na zwalczanie kaca

Metody na zwalczanie kaca

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki


Znasz to? Wczoraj miało być jedno piwo, a siedzieliście z chłopakami aż do zamknięcia lokalu. Lub – w wersji żeńskiej - masz dzisiaj do oddania ważny projekt, ale przecież poprzedniego nie mogłaś nie być na imieninach przyjaciółki…

W takich sytuacjach, gdy przedobrzyliśmy „nieco” z alkoholem, a – dodatkowo – czeka nas wszystkich baaardzo pracowity poranek, warto mieć gdzieś na podorędziu kilka tajnych sztuczek, pozwalających szybko zwalczyć kaca – mordercę.

Jeśli pamiętnego wieczoru, jakimś cudem dotrzemy do łazienki, kuchni, szafki nocnej we własnym domu, wypijmy (warto się zmusić do tego procederu!) co najmniej dwie szklanki wody mineralnej. W ten sposób zapobiegniemy całonocnemu odwodnieniu. Pamiętajmy, że w trakcie imprezy z naszego organizmy zostały wypłukane mikroelementy oraz cenne witaminy. Bez nich na pewno wstaniemy wycieńczeni, pomarszczeni, cierpiący na wszelkie możliwe niestrawności. Woda mineralna, przyswojona przed zapadnięciem w tzw. „pijacką drzemkę”, pewnie nie zlikwiduje bólu głowy czy sińców pod oczami, ale przynajmniej – jako tako – wyreguluje nasz metabolizm. A dodatkowo dostarczy skórze wewnętrznych nawilżaczy. Nie ma bowiem nic gorszego niż ziemisty odcień naskórka na dzień po suto zakrapianej imprezie. Od razu wiadomo, gdzie spędzało się wieczór.

Rano, gdy budzik wytrwale przywoła nas do względnego stanu świadomości, trzeba postarać się o pożywne śniadanie. W pierwszej chwili, na samą myśl o jedzeniu, żołądek skacowanego człowieka zwija się w bolesny węzełek, ale – zaufajcie tym, którzy przechodzili przez podobną mękę – po pierwszym kęsie, poczujecie się znacznie, znacznie lepiej. No chyba że absolutnie nie jesteście w stanie nic przełknąć, wtedy oznacza to silne zatrucie pokarmowe i konieczna będzie pomoc farmakologiczna.

Jeśli jednak dajemy swojemu brzuchowi szansę, godna polecenia jest lekko ścięta jajecznica albo pożywny kogel-mogel. Jajek nie trzeba nawet zagryzać chlebem, ani mocno doprawiać. Wystarczy, że podreperujemy swe siły nad miską czegoś bardziej treściwego niż chipsy czy paluszki. Taki posiłek niektórzy popijają napojem izotonicznym, bogatym w jony (od razu stawia na nogi), inni wolą wypić mocną kawę czy herbatę bez cukru, zakropioną sokiem cytrynowym (taka mikstura skutecznie budzi, łagodząc poalkoholowe zamroczenie). Niezły jest też sok pomidorowy – gasi pragnienie, a jednocześnie syci. To taka wersja śniadaniowa dla wyjątkowych niejadków, słaniających się z powodu porannego skacowania. Na drugie śniadanie zdobądźmy banany i czekoladę – około jedenastej rano może nam się uaktywnić tzw. „faza gastralna” którą trzeba ujarzmić białkiem, fruktozą, a także sążną dawką węglowodanów i żelaza. Po prostu: mniam i „morderca” się ulatnia!

Ostrożnie jednak z dawkowaniem tabletek przeciwbólowych, które mają wspomóc takie – w miarę – naturalne wychodzenie z „kacowego niebytu”. Wszystkie leki mogą bowiem podrażnić śluzówkę żołądka, a wszak jest już ona naruszona przez wcześniej przyjęte promile. Nie poleca się również metody, by „podobne leczyć podobnym”. I choć wydawać by się mogło, iż szklanka zimnej whisky ballantines poprawi nastrój, to przecież za chwilę mamy zjawić się w pracy lub na uczelni. Nie pogarszajmy więc swego stanu kolejną dawką alkoholu!

---

T.G.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl